czwartek, 7 maja 2015

Rozdział II

   Otworzyła oczy i ujrzała wysokiego chłopaka z burzą blond włosów, zasłaniających pół twarzy.
- Proszę. Zostań moim Mistrzem. - uśmiechnęła się. Chłopak milczał dłuższą chwilę, aż w końcu się odezwał.
- W porządku. Może być zabawnie. - zaśmiał się i poczochrał ją po włosach.
- Skoro wszystko jasne to możecie się rozejść. A Ty Deidara zostań jeszcze chwilę. - odezwał się Pain. Po chwili w salonie został tylko on, chłopak i dziewczyna.
- O co chodzi Liderze? - spojrzał na niego podejrzliwie.
- Od teraz opiekujesz się Aireen. Trenujesz ją, dbasz, żeby coś jadła, pilnujesz, by szybko nie zginęła podczas misji, masz wiedzieć kiedy zasypia i się budzi. Ogółem musisz ją mieć cały czas na oku, jasne?
- Tak jest!
- Ej! Sama potrafię o siebie zadbać.. - spojrzała na nich z wyrzutem.
- Oczywiście, że tak. - Deidara uśmiechnął się i położył dłoń na jej głowie. - A teraz pójdziemy coś zjeść, jeśli to już wszystko. - spojrzał na rudego mężczyznę.
- To wszystko. - powiedział i zniknął w kłębie dymu.
- Super! Naleśniki nadchodzimy! - krzyknął i ruszył do kuchni, ciągnąc dziewczynę za rękę. Po paru minutach znaleźli się w fioletowym pomieszczeniu. - Usiądź, a ja stanę się kucharzem. - powiedział i zaczął szperać w szafkach.
- Może Ci pomogę Danna? - usiadła na czarnym krześle podobnym do tych w barach, przyglądając mu się.
- Nie trzeba. - posłał jej swój promienny uśmiech i zabrał się do przyrządzania. 20 minut później na stole tuż przed nią stał talerz z naleśnikami, posypanymi jagodami, polanymi miodem i polewą czekoladową. - Do stołu podano. Smacznego. - usiadł na przeciwko.
- Ojej.. wygląda pysznie. - jej oczka zrobiły się jak u szczeniaka. - A Ty nie jesz?
- Już jadłem. Wcinaj. - uśmiechnął się.
- Dziękuję Danna. - odwzajemniła uśmiech i zaczęła jeść. - Robisz świetne naleśniki.
- To jutro też Ci zrobię. A teraz muszę już lecieć.
- Gdzie idziesz? - spojrzała na niego pytająco.
- Pozostałość po mojej misji. Potem Ci opowiem. - wstał, pogłaskał ją po głowie i wyszedł z kuchni.
- Powodzenia Danna. - uśmiechnęła się do siebie i skończyła jeść. Wstała, wzięła talerz i podeszła do zlewu. Umyła dokładnie, schowała i wyszła z kuchni. Dopiero teraz zorientowała się, że nie ma pojęcia gdzie jest jej pokój. Wiedziała tylko, że to numer 7. Rozejrzała się. Nikogo nie było. Skręciła w lewo i ruszyła korytarzem przed siebie. W półmroku dostrzegła zarys czyjejś postaci i szkarłatne oczy.
- Przepraszam.. mógłbyś mi pomóc? - nieśmiało zapytała. W tym samym momencie oczy zaczęły patrzeć na nią. Po chwili zniknęły, a z ciemności wyłonił się wysoki brunet. - Zgubiłam się.. - powiedziała cicho. Nie wiedziała dlaczego, ale czuła się przy nim taka dziwnie mała.
- Czego szukasz?
- Swojego pokoju. - odpowiedziała.
- Numer. - powiedział krótko.
- Siedem - powtórzyła.
- Chodź. - ruszył przed siebie, a ona za nim. Szli korytarzem prosto. Minęli kuchnię, skrzydło medyczne, sale treningowe, gabinet Paina, aż w końcu doszli do pokoi. - To tu. - zatrzymał się przed jej pokojem.
- Dziękuję.. - spojrzała na niego, otworzyła drzwi i miała już wejść, ale zanim to zrobiła odwróciła się do niego. - Wisisz mi czarną, miękką wstążkę... Itachi. - uśmiechnęła się do niego i zniknęła w pokoju. Stał chwilę, po czym wszedł do pokoju obok z cyfrą 9.
   Dziewczyna rozejrzała się. Był trochę mniejszy od salonu. Po lewej stronie zaraz koło drzwi stało łóżko z szarą pościelą. Na przeciwko drzwi znajdowała się duża, dwudrzwiowa szafa oraz mały stolik i skórzany fotel. Meble zostały wykonane z tego samego, czarnego drewna. Ściany w pokoju miały grafitowy kolor, a sufit biały. Po prawej zamieszczono drzwi, prowadzące prosto do łazienki.
- Ładnie tu. - pomyślała, po czym przypomniała sobie, że jej walizka została w salonie. Szybko wyszła na korytarz i ruszyła prosto korytarzem. Przechodząc koło pokoju z numerkiem 3 usłyszała głos Deidary. Zatrzymała się na chwilę. Rozmawiał z kimś.
- To męczące być takim miłym i dobrym przez cały czas. - skarżył się blondyn. - Aż się niedobrze robi.
- To tylko tydzień. Nie bądź dzieckiem, Deidara. - odparł jego towarzysz rozmowy.

- Że też musiała wybrać mnie. Dodatkowe zmartwienie. Nie wiem po co Lider ją tu sprowadził.
- Podobno ma przydatne umiejętności. Jeśli uda Ci się nauczyć ją z nich korzystać to okaże się, że nie jest aż taka bezużyteczna.
- Może masz rację. - westchnął. - Irytująca sytuacja..
   Dziewczyna tylko uśmiechnęła się smutno. Spodziewała się tego. Pain chciał dobrze jak zwykle, ale powinien zostawić to na jej głowie. Westchnęła i ruszyła dalej. Po paru minutach weszła do salonu i odszukała wzrokiem walizkę. Przemknęła się po cichu, zabrała ją i wyszła na korytarz, po czym zaniosła do swojego pokoju. Wchodząc, rzuciła bagaż pod łóżko i położyła się, otulając się cieplutką kołdrą. Dość długo myśli zaprzątały jej głowę, aż w końcu odpuściły i zasnęła. Obudziła się parę godzin później. Zegarek wskazywał pierwszą w nocy. Wstała i się przeciągnęła, po czym wyszła z pokoju. Ruszyła zaspana w stronę gabinetu Lidera. Kiedy znalazła się przed drzwiami, weszła.
- Nie łaska zapukać? - spojrzał na nią.

- Nie. - usiadła na fotelu w rogu. - Kiedy chciałeś mi powiedzieć o ''taryfie ulgowej''?
- Jakiej taryfie? Co Ty pieprzysz?
- Pain... - powiedziała poirytowana. - Dobrze wiesz. Nie rób ze mnie idiotki. - spojrzała na niego, a on się nie odezwał. - Wiem, że chcesz dobrze, ale to nie działa. Każ im zachowywać się normalnie i zostaw resztę mi, dobrze?
- Jak chcesz. - odparł obojętnie, a ona ruszyła do jego sypialni, znajdującej się za drzwiami po prawej. - Co Ty robisz?
- Idę spać. Jest późno. - ziewnęła, wdrapując się na jego łóżko.
- To nie jest Twój pokój. - warknął.
- Wiem. W moim jest zimno. - weszła pod kołdrę i wtuliła się w poduszkę. - Poza tym.. patrząc na te papiery na Twoim biurku wnioskuje, że nie będziesz w nocy spał.
- Yh... zwariuję. - westchnął i wrócił do pracy.
- Ale mam rację. - uśmiechnęła się. - Pain?
- Tak?
- Dobranoc. - zamknęła oczy i zasnęła.
- Jak zwykle złośliwa.. - burknął pod nosem. - Dobranoc.

1 komentarz:

  1. W moim odczuciu Severus Snape zasłużył na to, aby zginąć w nieco inny sposób niż przez jakiegoś węża ;). Wszyscy wiemy, że Dumbledore to kawał intryganta, czy zlecił tajemniczej postaci uratować mistrza, aby teraz jego hodować na rzeź? Jaki z tym wszystkim ma związek Grindelwald i ojciec Snape'a? Czy złote trio nadal będzie razem i odnajdą się w zbyt bezpiecznej rzeczywistości bez Voldemorta? W którą pójdą stronę? I najważniejsze.. Co z panną Granger?
    zapraszam Cię gorąco:

    proces-fanfic.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń