poniedziałek, 4 maja 2015

Rozdział I

   Przez las szła zmęczonym krokiem białowłosa dziewczyna. Na miejscu swej podróży powinna być już wczoraj wieczorem. Postanowiła zatrzymać się na noc. Skoro i tak ma jej się oberwać to lepiej, żeby była chociaż wyspana. Położyła swoją czarną walizkę pod drzewem i rozejrzała się. Cicho, ciemno i zimno. Żadnej żywej duszy w okolicy. Usiadła na swoim bagażu, opierając się plecami o pień. Spojrzała w niebo i zadrżała z zimna. Próbowała nie zwracać uwagi na panujący chłód. Mijały kolejne minuty, a wokół niej robiło się coraz zimniej. Była już bardzo zmęczona, a jej kurtka była na samym dnie walizki. W końcu poirytowana wstała i otworzyła ją. Robiąc w niej istny bałagan, zaczęła szukać. Po chwili siedziała już otulona ciepłym futerkiem i nie przeszkadzały jej nawet za długie rękawy. Nagle usłyszała trzask. Wstała i rozejrzała się czujnym wzrokiem. Nikogo nie widziała, ani nie wyczuwała. Postanowiła przejść się kawałek. Po paru krokach ujrzała między drzewami światło. Ruszyła w jego kierunku. Im bliżej była tym bardziej upewniała się skąd ono się bierze. Ktoś rozpalił ognisko. Podeszła do ognia, ale nikogo w pobliżu nie było. Kucnęła i wyciągnęła ręce ku ciepłu. Niestety nie dane było jej długo się tym cieszyć. Ktoś nadchodził. Dwie osoby. Prawdopodobnie mężczyźni. Szybko wstała i wskoczyła na gałąź, obserwując miejsce, w którym jeszcze przed chwilą była.  Nie musiała długo czekać. Minęło parę sekund, a koło ogniska zjawili się dwaj ninja. Ubrani w czarne płaszcze z czerwonymi chmurami. Jeden wysoki podobny do ryby z niebieskimi włosami, niósł na plecach coś przypominającego miecz. Koło niego stał trochę niższy z czarnymi włosami. Niestety nie widziała twarzy.
- Ktoś nas obserwuję. - powiedział spokojnym tonem brunet.
- Ty idziesz czy ja? - zapytał niechętnie jego towarzysz.
- Zrób jedzenie. - zwrócił się do niego. - Zaraz wracam.
Dziewczyna wystraszyła się i ruszyła biegiem w stronę miejsca, w którym się zatrzymała. Pochwyciła walizkę i skacząc z gałęzi na gałąź rozpoczęła ucieczkę. Czuła, że ją goni. Miał specyficzną chakrę. Gdyby miała określić ją jakimś kolorem byłaby czarna. Mogła doskonale ją wyczuć z dwóch powodów: przestał ją maskować oraz była przeciwieństwem jej białej chakry. Miała wrażenie, że wcale nie chce jej złapać. W jednej chwili czuła, że jest już bardzo blisko, by po chwili zyskać spory dystans. Biegła już dobrą godzinę. Naglę przestała go wyczuwać. Albo przestał ją gonić albo zaczął się ukrywać. Dla pewności biegła jeszcze kawałek, po czym padła zmęczona na kolana. Dopiero w tym momencie zorientowała się, że jej czarna wstążka zniknęła. To zły znak. Była przesiąknięta jej chakrą. Jeśli ją znalazł to w bardzo łatwy sposób ją wytropi. Chciała wstać i uciekać, ale była zbyt zmęczona. Skuliła się pod wielkim dębem, głowę kładąc na walizce. Długo rozglądała się dookoła, aż w końcu zasnęła. Nie wiedziała jednak, że tajemniczy ninja cały czas ją obserwował. Gdy tylko upewnił się, że śpi odciął kawałek znalezionej wstążki i schował do kieszeni. Dłuższy kawałek wplótł jej we włosy, po czym wrócił do towarzysza.
   Następnego dnia obudziła się obolała. Wstała i przeciągnęła się niczym kotka, a z jej włosów wypadł kawałek wstążki. Podniosła ją i obejrzała. Od razu zorientowała się, że jest krótsza. Mimo to schowała ją do kieszeni i ruszyła w dalszą podróż. Po paru godzinach była na miejscu. Stała przed wysokim wodospadem.
- Yh... futerko mi się zmoczy.. - powiedziała sama do siebie i niechętnie ściągnęła kurtkę. Otworzyła walizkę, włożyła kurtkę i zamknęła. W momencie zrobiło jej się zimno. Weszła na taflę wody i ruszyła w stronę wodospadu. Szybko przeszła przez niego i znalazła się po drugiej stronie w ciemnym korytarzu, cała mokra. Kichnęła i ruszyła w głąb. Minęło parę minut. Nagle usłyszała czyjeś kroki. Tym razem nie chowała się i nie badała otoczenia czujnym wzrokiem. Czekała. Po chwili z ciemności wyłoniła się postać z pochodnią. Wysoki rudowłosy mężczyzna. Jego cała twarz pokryta była kolczykami.
- Pain! - podeszła do niego i przytuliła się.
- Długo Cię nie było. Wysłałem po Ciebie Kisame i Itachiego. - odparł gniewnie.
- Wiem.. jeden z nich uciął kawałek mojej ulubionej wstążki.. - spojrzała na niego z wyrzutem.
- Trzeba było dotrzeć na czas. - odparł obojętnie i ruszył w przeciwną do wodospadu stronę. - Chodź. Dzisiaj wybierzesz czyją będziesz podopieczną.
- Dzisiaj? Ale... ja ich nawet nie znam.
- Ale rozróżniasz chakry.. wybierz tą przyjazną dla Ciebie i po kłopocie.
- Taki miły dawno nie byłeś.. - spojrzała na niego podejrzliwie. - Stało się coś?
- Mam lepszy dzień... nie psuj tego. - warknął.
- Raczej najlepszy ze wszystkich. - powiedziała złośliwie. W końcu stanęli przed stalowymi drzwiami. Pain wykonał pieczęć i wrota się otworzyły. Przeszli przez nie i znaleźli się w pięknym ciemno zielonym korytarzu. Z pokoju po lewej wychodziła właśnie dziewczyna o niebieskich włosach i piwnych oczach. - Konan.. - przytuliła się do niej. - Tak dawno Cię nie widziałam.
- Ja Ciebie też. Zmieniłaś się. - uśmiechnęła się do niej.
- Konan zbierz wszystkich do salonu.
- Tak, jest. - jej ciało zamieniło się w papierowe ptaki i po chwili zniknęła im z oczu.
- Chodź. - wszedł do salonu, a za nim weszła dziewczyna. Był to duży, przestronny pokój. Ściany pomalowane na ciemny kawowy kolor idealnie zgrały się z meblami z białego dębu. Pain usiadł w fotelu, a dziewczyna na jego kolanach. - Nie pozwalasz sobie przypadkiem na zbyt dużo? - zapytał patrząc na nią.
- Nie. - uśmiechnęła się. Po chwili wszyscy znajdowali się w salonie. Jako ostatni wszedł brunet, którego widziała w lesie. Spojrzał na nią i zmarszczył lekko brwi. Jak na niego był to duży przejaw emocji.
- Zejdź ze mnie. - powiedział do dziewczyny i oboje wstali. - Wezwałem was tu z dwóch powodów. Pierwszy: do organizacji dołączyła nowa osoba. - wzrokiem wskazał dziewczynę. - To jest Aireen i radzę być dla niej miły.
- A co? Jest pod Twoją ochroną Liderze? - wypalił siwowłosy.
- Nie. Lubi pokazać pazurki. - stwierdził. - A teraz przejdźmy do drugiej sprawy. Któryś z was będzie ją trenował, uczył technik i sprawdzi umiejętności.
- Który? - odezwał się Deidara.
- Ten, którego sobie wybierze. Zaczynaj. - zwrócił się do niej. Dziewczyna stanęła przed nimi i zamknęła oczy. Wyczuwała różne chakry i miała co do nich odmienne odczucia. Ruszyła za tą najbardziej spokojną i znalazła się tuż przed swoim nowym mistrzem. Otworzyła oczy i...

2 komentarze: