Otworzyła oczy i ujrzała wysokiego chłopaka z burzą blond włosów, zasłaniających pół twarzy.
- Proszę. Zostań moim Mistrzem. - uśmiechnęła się. Chłopak milczał dłuższą chwilę, aż w końcu się odezwał.
- W porządku. Może być zabawnie. - zaśmiał się i poczochrał ją po włosach.
- Skoro wszystko jasne to możecie się rozejść. A Ty Deidara zostań jeszcze chwilę. - odezwał się Pain. Po chwili w salonie został tylko on, chłopak i dziewczyna.
- O co chodzi Liderze? - spojrzał na niego podejrzliwie.
- Od teraz opiekujesz się Aireen. Trenujesz ją, dbasz, żeby coś jadła, pilnujesz, by szybko nie zginęła podczas misji, masz wiedzieć kiedy zasypia i się budzi. Ogółem musisz ją mieć cały czas na oku, jasne?
- Tak jest!
- Ej! Sama potrafię o siebie zadbać.. - spojrzała na nich z wyrzutem.
- Oczywiście, że tak. - Deidara uśmiechnął się i położył dłoń na jej głowie. - A teraz pójdziemy coś zjeść, jeśli to już wszystko. - spojrzał na rudego mężczyznę.
- To wszystko. - powiedział i zniknął w kłębie dymu.
- Super! Naleśniki nadchodzimy! - krzyknął i ruszył do kuchni, ciągnąc dziewczynę za rękę. Po paru minutach znaleźli się w fioletowym pomieszczeniu. - Usiądź, a ja stanę się kucharzem. - powiedział i zaczął szperać w szafkach.
- Może Ci pomogę Danna? - usiadła na czarnym krześle podobnym do tych w barach, przyglądając mu się.
- Nie trzeba. - posłał jej swój promienny uśmiech i zabrał się do przyrządzania. 20 minut później na stole tuż przed nią stał talerz z naleśnikami, posypanymi jagodami, polanymi miodem i polewą czekoladową. - Do stołu podano. Smacznego. - usiadł na przeciwko.
- Ojej.. wygląda pysznie. - jej oczka zrobiły się jak u szczeniaka. - A Ty nie jesz?
- Już jadłem. Wcinaj. - uśmiechnął się.
- Dziękuję Danna. - odwzajemniła uśmiech i zaczęła jeść. - Robisz świetne naleśniki.
- To jutro też Ci zrobię. A teraz muszę już lecieć.
- Gdzie idziesz? - spojrzała na niego pytająco.
- Pozostałość po mojej misji. Potem Ci opowiem. - wstał, pogłaskał ją po głowie i wyszedł z kuchni.
- Powodzenia Danna. - uśmiechnęła się do siebie i skończyła jeść. Wstała, wzięła talerz i podeszła do zlewu. Umyła dokładnie, schowała i wyszła z kuchni. Dopiero teraz zorientowała się, że nie ma pojęcia gdzie jest jej pokój. Wiedziała tylko, że to numer 7. Rozejrzała się. Nikogo nie było. Skręciła w lewo i ruszyła korytarzem przed siebie. W półmroku dostrzegła zarys czyjejś postaci i szkarłatne oczy.
- Przepraszam.. mógłbyś mi pomóc? - nieśmiało zapytała. W tym samym momencie oczy zaczęły patrzeć na nią. Po chwili zniknęły, a z ciemności wyłonił się wysoki brunet. - Zgubiłam się.. - powiedziała cicho. Nie wiedziała dlaczego, ale czuła się przy nim taka dziwnie mała.
- Czego szukasz?
- Swojego pokoju. - odpowiedziała.
- Numer. - powiedział krótko.
- Siedem - powtórzyła.
- Chodź. - ruszył przed siebie, a ona za nim. Szli korytarzem prosto. Minęli kuchnię, skrzydło medyczne, sale treningowe, gabinet Paina, aż w końcu doszli do pokoi. - To tu. - zatrzymał się przed jej pokojem.
- Dziękuję.. - spojrzała na niego, otworzyła drzwi i miała już wejść, ale zanim to zrobiła odwróciła się do niego. - Wisisz mi czarną, miękką wstążkę... Itachi. - uśmiechnęła się do niego i zniknęła w pokoju. Stał chwilę, po czym wszedł do pokoju obok z cyfrą 9.
Dziewczyna rozejrzała się. Był trochę mniejszy od salonu. Po lewej stronie zaraz koło drzwi stało łóżko z szarą pościelą. Na przeciwko drzwi znajdowała się duża, dwudrzwiowa szafa oraz mały stolik i skórzany fotel. Meble zostały wykonane z tego samego, czarnego drewna. Ściany w pokoju miały grafitowy kolor, a sufit biały. Po prawej zamieszczono drzwi, prowadzące prosto do łazienki.
- Ładnie tu. - pomyślała, po czym przypomniała sobie, że jej walizka została w salonie. Szybko wyszła na korytarz i ruszyła prosto korytarzem. Przechodząc koło pokoju z numerkiem 3 usłyszała głos Deidary. Zatrzymała się na chwilę. Rozmawiał z kimś.
- To męczące być takim miłym i dobrym przez cały czas. - skarżył się blondyn. - Aż się niedobrze robi.
- To tylko tydzień. Nie bądź dzieckiem, Deidara. - odparł jego towarzysz rozmowy.
- Że też musiała wybrać mnie. Dodatkowe zmartwienie. Nie wiem po co Lider ją tu sprowadził.
- Podobno ma przydatne umiejętności. Jeśli uda Ci się nauczyć ją z nich korzystać to okaże się, że nie jest aż taka bezużyteczna.
- Może masz rację. - westchnął. - Irytująca sytuacja..
Dziewczyna tylko uśmiechnęła się smutno. Spodziewała się tego. Pain chciał dobrze jak zwykle, ale powinien zostawić to na jej głowie. Westchnęła i ruszyła dalej. Po paru minutach weszła do salonu i odszukała wzrokiem walizkę. Przemknęła się po cichu, zabrała ją i wyszła na korytarz, po czym zaniosła do swojego pokoju. Wchodząc, rzuciła bagaż pod łóżko i położyła się, otulając się cieplutką kołdrą. Dość długo myśli zaprzątały jej głowę, aż w końcu odpuściły i zasnęła. Obudziła się parę godzin później. Zegarek wskazywał pierwszą w nocy. Wstała i się przeciągnęła, po czym wyszła z pokoju. Ruszyła zaspana w stronę gabinetu Lidera. Kiedy znalazła się przed drzwiami, weszła.
- Nie łaska zapukać? - spojrzał na nią.
- Nie. - usiadła na fotelu w rogu. - Kiedy chciałeś mi powiedzieć o ''taryfie ulgowej''?
- Jakiej taryfie? Co Ty pieprzysz?
- Pain... - powiedziała poirytowana. - Dobrze wiesz. Nie rób ze mnie idiotki. - spojrzała na niego, a on się nie odezwał. - Wiem, że chcesz dobrze, ale to nie działa. Każ im zachowywać się normalnie i zostaw resztę mi, dobrze?
- Jak chcesz. - odparł obojętnie, a ona ruszyła do jego sypialni, znajdującej się za drzwiami po prawej. - Co Ty robisz?
- Idę spać. Jest późno. - ziewnęła, wdrapując się na jego łóżko.
- To nie jest Twój pokój. - warknął.
- Wiem. W moim jest zimno. - weszła pod kołdrę i wtuliła się w poduszkę. - Poza tym.. patrząc na te papiery na Twoim biurku wnioskuje, że nie będziesz w nocy spał.
- Yh... zwariuję. - westchnął i wrócił do pracy.
- Ale mam rację. - uśmiechnęła się. - Pain?
- Tak?
- Dobranoc. - zamknęła oczy i zasnęła.
- Jak zwykle złośliwa.. - burknął pod nosem. - Dobranoc.
Delikatna czy agresywna?
Anioł bez skrzydeł wiele ma twarzy..
czwartek, 7 maja 2015
poniedziałek, 4 maja 2015
Rozdział I
Przez las szła zmęczonym krokiem białowłosa dziewczyna. Na miejscu swej podróży powinna być już wczoraj wieczorem.
Postanowiła zatrzymać się na noc. Skoro i tak ma jej się oberwać to
lepiej, żeby była chociaż wyspana. Położyła swoją czarną walizkę pod
drzewem i rozejrzała się. Cicho, ciemno i zimno. Żadnej żywej duszy w
okolicy. Usiadła na swoim bagażu, opierając się plecami o pień.
Spojrzała w niebo i zadrżała z zimna. Próbowała nie zwracać uwagi na
panujący chłód. Mijały kolejne minuty, a wokół niej robiło się coraz
zimniej. Była już bardzo zmęczona, a jej kurtka była na samym dnie
walizki. W końcu poirytowana wstała i otworzyła ją. Robiąc w niej istny
bałagan, zaczęła szukać. Po chwili siedziała już otulona ciepłym
futerkiem i nie przeszkadzały jej nawet za długie rękawy. Nagle
usłyszała trzask. Wstała i rozejrzała się czujnym wzrokiem. Nikogo nie
widziała, ani nie wyczuwała. Postanowiła przejść się kawałek. Po paru krokach ujrzała między drzewami światło. Ruszyła w jego kierunku. Im bliżej była tym bardziej upewniała się skąd ono się bierze. Ktoś rozpalił ognisko. Podeszła do ognia, ale nikogo w pobliżu nie było. Kucnęła i wyciągnęła ręce ku ciepłu. Niestety nie dane było jej długo się tym cieszyć. Ktoś nadchodził. Dwie osoby. Prawdopodobnie mężczyźni. Szybko wstała i wskoczyła na gałąź, obserwując miejsce, w którym jeszcze przed chwilą była. Nie musiała długo czekać. Minęło parę sekund, a koło ogniska zjawili się dwaj ninja. Ubrani w czarne płaszcze z czerwonymi chmurami. Jeden wysoki podobny do ryby z niebieskimi włosami, niósł na plecach coś przypominającego miecz. Koło niego stał trochę niższy z czarnymi włosami. Niestety nie widziała twarzy.
- Ktoś nas obserwuję. - powiedział spokojnym tonem brunet.
- Ty idziesz czy ja? - zapytał niechętnie jego towarzysz.
- Zrób jedzenie. - zwrócił się do niego. - Zaraz wracam.
Dziewczyna wystraszyła się i ruszyła biegiem w stronę miejsca, w którym się zatrzymała. Pochwyciła walizkę i skacząc z gałęzi na gałąź rozpoczęła ucieczkę. Czuła, że ją goni. Miał specyficzną chakrę. Gdyby miała określić ją jakimś kolorem byłaby czarna. Mogła doskonale ją wyczuć z dwóch powodów: przestał ją maskować oraz była przeciwieństwem jej białej chakry. Miała wrażenie, że wcale nie chce jej złapać. W jednej chwili czuła, że jest już bardzo blisko, by po chwili zyskać spory dystans. Biegła już dobrą godzinę. Naglę przestała go wyczuwać. Albo przestał ją gonić albo zaczął się ukrywać. Dla pewności biegła jeszcze kawałek, po czym padła zmęczona na kolana. Dopiero w tym momencie zorientowała się, że jej czarna wstążka zniknęła. To zły znak. Była przesiąknięta jej chakrą. Jeśli ją znalazł to w bardzo łatwy sposób ją wytropi. Chciała wstać i uciekać, ale była zbyt zmęczona. Skuliła się pod wielkim dębem, głowę kładąc na walizce. Długo rozglądała się dookoła, aż w końcu zasnęła. Nie wiedziała jednak, że tajemniczy ninja cały czas ją obserwował. Gdy tylko upewnił się, że śpi odciął kawałek znalezionej wstążki i schował do kieszeni. Dłuższy kawałek wplótł jej we włosy, po czym wrócił do towarzysza.
Następnego dnia obudziła się obolała. Wstała i przeciągnęła się niczym kotka, a z jej włosów wypadł kawałek wstążki. Podniosła ją i obejrzała. Od razu zorientowała się, że jest krótsza. Mimo to schowała ją do kieszeni i ruszyła w dalszą podróż. Po paru godzinach była na miejscu. Stała przed wysokim wodospadem.
- Yh... futerko mi się zmoczy.. - powiedziała sama do siebie i niechętnie ściągnęła kurtkę. Otworzyła walizkę, włożyła kurtkę i zamknęła. W momencie zrobiło jej się zimno. Weszła na taflę wody i ruszyła w stronę wodospadu. Szybko przeszła przez niego i znalazła się po drugiej stronie w ciemnym korytarzu, cała mokra. Kichnęła i ruszyła w głąb. Minęło parę minut. Nagle usłyszała czyjeś kroki. Tym razem nie chowała się i nie badała otoczenia czujnym wzrokiem. Czekała. Po chwili z ciemności wyłoniła się postać z pochodnią. Wysoki rudowłosy mężczyzna. Jego cała twarz pokryta była kolczykami.
- Pain! - podeszła do niego i przytuliła się.
- Długo Cię nie było. Wysłałem po Ciebie Kisame i Itachiego. - odparł gniewnie.
- Wiem.. jeden z nich uciął kawałek mojej ulubionej wstążki.. - spojrzała na niego z wyrzutem.
- Trzeba było dotrzeć na czas. - odparł obojętnie i ruszył w przeciwną do wodospadu stronę. - Chodź. Dzisiaj wybierzesz czyją będziesz podopieczną.
- Dzisiaj? Ale... ja ich nawet nie znam.
- Ale rozróżniasz chakry.. wybierz tą przyjazną dla Ciebie i po kłopocie.
- Taki miły dawno nie byłeś.. - spojrzała na niego podejrzliwie. - Stało się coś?
- Mam lepszy dzień... nie psuj tego. - warknął.
- Raczej najlepszy ze wszystkich. - powiedziała złośliwie. W końcu stanęli przed stalowymi drzwiami. Pain wykonał pieczęć i wrota się otworzyły. Przeszli przez nie i znaleźli się w pięknym ciemno zielonym korytarzu. Z pokoju po lewej wychodziła właśnie dziewczyna o niebieskich włosach i piwnych oczach. - Konan.. - przytuliła się do niej. - Tak dawno Cię nie widziałam.
- Ja Ciebie też. Zmieniłaś się. - uśmiechnęła się do niej.
- Konan zbierz wszystkich do salonu.
- Tak, jest. - jej ciało zamieniło się w papierowe ptaki i po chwili zniknęła im z oczu.
- Chodź. - wszedł do salonu, a za nim weszła dziewczyna. Był to duży, przestronny pokój. Ściany pomalowane na ciemny kawowy kolor idealnie zgrały się z meblami z białego dębu. Pain usiadł w fotelu, a dziewczyna na jego kolanach. - Nie pozwalasz sobie przypadkiem na zbyt dużo? - zapytał patrząc na nią.
- Nie. - uśmiechnęła się. Po chwili wszyscy znajdowali się w salonie. Jako ostatni wszedł brunet, którego widziała w lesie. Spojrzał na nią i zmarszczył lekko brwi. Jak na niego był to duży przejaw emocji.
- Zejdź ze mnie. - powiedział do dziewczyny i oboje wstali. - Wezwałem was tu z dwóch powodów. Pierwszy: do organizacji dołączyła nowa osoba. - wzrokiem wskazał dziewczynę. - To jest Aireen i radzę być dla niej miły.
- A co? Jest pod Twoją ochroną Liderze? - wypalił siwowłosy.
- Nie. Lubi pokazać pazurki. - stwierdził. - A teraz przejdźmy do drugiej sprawy. Któryś z was będzie ją trenował, uczył technik i sprawdzi umiejętności.
- Który? - odezwał się Deidara.
- Ten, którego sobie wybierze. Zaczynaj. - zwrócił się do niej. Dziewczyna stanęła przed nimi i zamknęła oczy. Wyczuwała różne chakry i miała co do nich odmienne odczucia. Ruszyła za tą najbardziej spokojną i znalazła się tuż przed swoim nowym mistrzem. Otworzyła oczy i...
- Ktoś nas obserwuję. - powiedział spokojnym tonem brunet.
- Ty idziesz czy ja? - zapytał niechętnie jego towarzysz.
- Zrób jedzenie. - zwrócił się do niego. - Zaraz wracam.
Dziewczyna wystraszyła się i ruszyła biegiem w stronę miejsca, w którym się zatrzymała. Pochwyciła walizkę i skacząc z gałęzi na gałąź rozpoczęła ucieczkę. Czuła, że ją goni. Miał specyficzną chakrę. Gdyby miała określić ją jakimś kolorem byłaby czarna. Mogła doskonale ją wyczuć z dwóch powodów: przestał ją maskować oraz była przeciwieństwem jej białej chakry. Miała wrażenie, że wcale nie chce jej złapać. W jednej chwili czuła, że jest już bardzo blisko, by po chwili zyskać spory dystans. Biegła już dobrą godzinę. Naglę przestała go wyczuwać. Albo przestał ją gonić albo zaczął się ukrywać. Dla pewności biegła jeszcze kawałek, po czym padła zmęczona na kolana. Dopiero w tym momencie zorientowała się, że jej czarna wstążka zniknęła. To zły znak. Była przesiąknięta jej chakrą. Jeśli ją znalazł to w bardzo łatwy sposób ją wytropi. Chciała wstać i uciekać, ale była zbyt zmęczona. Skuliła się pod wielkim dębem, głowę kładąc na walizce. Długo rozglądała się dookoła, aż w końcu zasnęła. Nie wiedziała jednak, że tajemniczy ninja cały czas ją obserwował. Gdy tylko upewnił się, że śpi odciął kawałek znalezionej wstążki i schował do kieszeni. Dłuższy kawałek wplótł jej we włosy, po czym wrócił do towarzysza.
Następnego dnia obudziła się obolała. Wstała i przeciągnęła się niczym kotka, a z jej włosów wypadł kawałek wstążki. Podniosła ją i obejrzała. Od razu zorientowała się, że jest krótsza. Mimo to schowała ją do kieszeni i ruszyła w dalszą podróż. Po paru godzinach była na miejscu. Stała przed wysokim wodospadem.
- Yh... futerko mi się zmoczy.. - powiedziała sama do siebie i niechętnie ściągnęła kurtkę. Otworzyła walizkę, włożyła kurtkę i zamknęła. W momencie zrobiło jej się zimno. Weszła na taflę wody i ruszyła w stronę wodospadu. Szybko przeszła przez niego i znalazła się po drugiej stronie w ciemnym korytarzu, cała mokra. Kichnęła i ruszyła w głąb. Minęło parę minut. Nagle usłyszała czyjeś kroki. Tym razem nie chowała się i nie badała otoczenia czujnym wzrokiem. Czekała. Po chwili z ciemności wyłoniła się postać z pochodnią. Wysoki rudowłosy mężczyzna. Jego cała twarz pokryta była kolczykami.
- Pain! - podeszła do niego i przytuliła się.
- Długo Cię nie było. Wysłałem po Ciebie Kisame i Itachiego. - odparł gniewnie.
- Wiem.. jeden z nich uciął kawałek mojej ulubionej wstążki.. - spojrzała na niego z wyrzutem.
- Trzeba było dotrzeć na czas. - odparł obojętnie i ruszył w przeciwną do wodospadu stronę. - Chodź. Dzisiaj wybierzesz czyją będziesz podopieczną.
- Dzisiaj? Ale... ja ich nawet nie znam.
- Ale rozróżniasz chakry.. wybierz tą przyjazną dla Ciebie i po kłopocie.
- Taki miły dawno nie byłeś.. - spojrzała na niego podejrzliwie. - Stało się coś?
- Mam lepszy dzień... nie psuj tego. - warknął.
- Raczej najlepszy ze wszystkich. - powiedziała złośliwie. W końcu stanęli przed stalowymi drzwiami. Pain wykonał pieczęć i wrota się otworzyły. Przeszli przez nie i znaleźli się w pięknym ciemno zielonym korytarzu. Z pokoju po lewej wychodziła właśnie dziewczyna o niebieskich włosach i piwnych oczach. - Konan.. - przytuliła się do niej. - Tak dawno Cię nie widziałam.
- Ja Ciebie też. Zmieniłaś się. - uśmiechnęła się do niej.
- Konan zbierz wszystkich do salonu.
- Tak, jest. - jej ciało zamieniło się w papierowe ptaki i po chwili zniknęła im z oczu.
- Chodź. - wszedł do salonu, a za nim weszła dziewczyna. Był to duży, przestronny pokój. Ściany pomalowane na ciemny kawowy kolor idealnie zgrały się z meblami z białego dębu. Pain usiadł w fotelu, a dziewczyna na jego kolanach. - Nie pozwalasz sobie przypadkiem na zbyt dużo? - zapytał patrząc na nią.
- Nie. - uśmiechnęła się. Po chwili wszyscy znajdowali się w salonie. Jako ostatni wszedł brunet, którego widziała w lesie. Spojrzał na nią i zmarszczył lekko brwi. Jak na niego był to duży przejaw emocji.
- Zejdź ze mnie. - powiedział do dziewczyny i oboje wstali. - Wezwałem was tu z dwóch powodów. Pierwszy: do organizacji dołączyła nowa osoba. - wzrokiem wskazał dziewczynę. - To jest Aireen i radzę być dla niej miły.
- A co? Jest pod Twoją ochroną Liderze? - wypalił siwowłosy.
- Nie. Lubi pokazać pazurki. - stwierdził. - A teraz przejdźmy do drugiej sprawy. Któryś z was będzie ją trenował, uczył technik i sprawdzi umiejętności.
- Który? - odezwał się Deidara.
- Ten, którego sobie wybierze. Zaczynaj. - zwrócił się do niej. Dziewczyna stanęła przed nimi i zamknęła oczy. Wyczuwała różne chakry i miała co do nich odmienne odczucia. Ruszyła za tą najbardziej spokojną i znalazła się tuż przed swoim nowym mistrzem. Otworzyła oczy i...
POSTACIE

Imię: Isness (Aireen)
Nazwisko: Hoover
Wiek: 16 lat
Kolor oczu: Zielone
Kolor oczu: Zielone
Kolor włosów: Białe

Imię: Itachi
Nazwisko: Uchiha
Wiek: 20 lat
Kolor oczu: Czarne
Kolor włosów: Czarne

Imię: Kakuzu
Wiek: ???
Kolor oczu: Jasnozielone
Kolor oczu: Jasnozielone
Kolor włosów: Czarne

Imię: Deidara
Wiek: 19 lat
Kolor oczu: Szare
Kolor włosów: Blond
Kolor włosów: Blond

Imię: Kisame
Wiek: 28 lat
Kolor oczu: Białe
Kolor włosów: Niebieskie
Kolor włosów: Niebieskie

Imię: Hidan
Wiek: 22 lata
Kolor oczu: Fioletowe
Kolor włosów: Szare
Kolor włosów: Szare

Imię: Konan
Wiek: 37 lat
Kolor oczu: Piwne
Kolor włosów: Niebieskie

Imię: Zetsu
Wiek: ???
Kolor oczu: Żółte
Kolor włosów: Zielone

Imię: Pain
Wiek: 40 lat
Kolor oczu: Fioletowe
Kolor oczu: Fioletowe
Kolor włosów: Rude

Imię: Sasori
Wiek: 27 lat
Kolor oczu: Brązowe
Kolor włosów: Czerwone
Wiek: 27 lat
Kolor oczu: Brązowe
Kolor włosów: Czerwone
Imię: Tobi
Wiek: ???
Kolor oczu: ???
Kolor włosów: Czarne
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)